| studentblog - archiwum: wpis rygorystyczny |
|
strona główna
Chyba muszę jakiś pisarski rygor sobie wprowadzić. Raz na tydzień co najmniej mały wpis? Jakieś „nic nowego” albo inne „na północy bez zmian”. Z drugiej strony to mało prawdopodobne, bo dzieje się dzieje nieustająco. Mieszkamy ciągle „na wsi”, czyli w wykańczającym się domu na działce, a nowe mieszkanie nadal jeszcze nie nadaje się do zamieszkania, za to ciągle coś się zmienia. A to wieszam żyrandole, a to wybieramy wypoczynki, kafelki i inne takie. Znaczy się jest akcja.
Abstrahując od materialnego wymiaru rzeczywistości też nie trafiamy w pustkę. Dzień już lekko przykrótki, damskie spódnice na ulicach dłuższe, depresja jesienna spod kanapy wyłazi i paskudny łeb podnosi. Trwające ponad godzinę podróże do i z pracy też raczej radością mnie nie napełniają. Ale część czynników jest całkowicie zewnętrzna, więc mogę tylko walczyć z własną percepcją i nastawieniem, co zresztą w miarę możliwości czynie. W najbliższym czasie planujemy urlop w ciepłych krajach, na który to urlop jeszcze się nie bardzo cieszę, ale nad tym też pracuje. Planuję się wysypiać, czytać, nurkować i pisać. Pewnie na planowaniu pisania się skończy, ale kto powiedział, że jest coś złego w niespełnionym planowaniu? W końcu nie każda pieszczota musi zaraz kończyć się orgazmem, więc dajmy spokój mojemu cieszeniu się z nierealizowalnych planów. A kto wie, może akurat wezmę i co napiszę? Kilka tematów chodzi mi po głowie, ale z kolei nie mam za bardzo pomysłu jak je ubrać w fabułę. Wracając do twardej rzeczywistości - mamy obecnie w robocie okres dorocznych ocen pracowników i przy tej okazji zastanawiam się też nad samym sobą. Robię w jednej firmie już ponad pięć lat, od z górą roku jestem też tak zwanym bezpośrednim przełożonym. Czytałem jakiś czas temu w polityce artykuł o zmianach w psychice powodowanych przez sprawowanie funkcji kierowniczych. I mam wrażenie, że troszkę już mi się poprzestawiało. Nie żeby jakaś woda sodowa, czy coś, Matka Korporacja dba, żeby prestiż stanowiska w głowie nie przewracał, raczej chodzi o lekką deformację perspektywy. Faktycznie coraz mniej dokładnie widzę szczegół, a coraz lepiej czuje się patrząc z odrobinkę szerszej perspektywy. Na szczęście (?) nadal umiem skupić wzrok na szczególe, więc objawy nie są jeszcze jednoznaczne. Ciągle tęsknię za robotą, której konkretne efekty widać, a jeszcze nie umiem powiedzieć – oto zespół ludzi, na który umiem wpływać, a ten wpływ, to właśnie konkretny efekt mojej pracy. Może przyjdzie z czasem, a może przyjdzie zmienić robotę. Kto wie? Dobra, koniec pisania, pora wybrać kolor mebli do sypialni.
|