strona główna


2009-04-16 10:45:39

psychologia praktyczna



W pierwszych słowach mojego wpisu chciałbym serdecznie przeprosić wszystkich, którzy próbują to czytać. Wiem, że jest smętne, nudnawe i bez wyrazu. Ale uznałem, że w celach terapeutycznych będę pisał mimo podłej jakości. Od czegoś trzeba zacząć, rozgrzewka jest niezbędna, jutro będzie lepiej, etc...

A teraz może odrobina psychologii chodząca mi ostatnio po głowie. Otóż konkretnie zasady niedostępności i kontrastu w praktyce. Wsiadam sobie wczoraj wieczorem do metra celem udania się na małą libację alkoholową w miłym towarzystwie. Na przeciwko siedzą dwie dziewczyny. No dobra, to ja usiadłem tak, żeby mieć je przed oczami. Obie przed trzydziestką, wyglądają dość przeciętnie, ale jedna z nich (ta z lewej) ma piękne dłonie. Nawet bardzo piękne. Tym piękniejsze, że druga ma raczej krótkie i tłuściutkie paluszki (reguła kontrastu). No i dodatkowo nie można tych pięknych dłoni ani pogłaskać, ani pocałować, ani nawet dotknąć, mimo że może i by się chciało (reguła niedostępności). I oczywiście robią się od tego jeszcze przynajmniej dwa razy bardziej atrakcyjne. Dwa proste mechanizmy i już siedzę w pełni skupiony na podziwianiu dłoni nieznajomej kobiety w metrze. Nie żeby coś z tego wynikało, ale jak miło!

Wracając z wyżej wymienionej drobnej libacji spotkałem natomiast parę składającą się z chłopaka z rowerem i dziewczyny bez roweru. Obiektem obserwacji są tym razem łydki. Kontrast między kudłatymi kończynami rowerzysty, a boskimi nogami jego znajomej kolosalny. Oczywiście jej łydki niedostępne, mimo że na wyciągnięcie ręki. I cóż z tego, że dziewczyna zła i okrutna, opowiada patrzącemu na nią z miłością koledze o swoim nie do końca były chłopaku. Rani go i bawi ją to, ale łydki nadal ma cudne, tak smakowite, że można by je z grzybkami schrupać. W domu czekają łydki obywatelki małżonki, równie zacne, ale dostępne i odległe. A popatrzę sobie przez chwilkę na te, nie będę sobie żałował.
skomentuj (3)